piątek, 20 czerwca 2014

Dziennik Inho: operacja przegrody nosowej-wrażenia

Rozmawiając z ludźmi, jednogłośnie oznajmiliście, że chcecie reaktywacji prywatnego bloga. W sumie nie do końca wiem, dlaczego komuś podobały się moje wpisy, pełne pseudofilozoficznego bełkotu i przemyśleń z końca świata, ale jakby nie było-zrobiło mi się miło i postanowiłam od czasu do czasu umieszczać tu takie ''przerywniki''. Niezainteresowani po prostu to pominą.
Jak ostatnio wspominałam, niedawno poddałam się operacji przegrody nosa. Czekałam na nią ponad pół roku, co było dla mnie udręką, bo oddychało się tragicznie, a i częściowo węch zaszwankował-przez krople utraciłam czucie w 50% (nigdy, ale to nigdy nie stosujcie leków typu Otrivin przez okres dłuższy, niż zalecają w ulotce!).
Wcześniej dużo czytałam na ten temat, bo właściwie mój jedyny pobyt w szpitalu ograniczał się do głupiego zabiegu, który mimo tego, że był bolesny, to w sumie nie utrudniał mi życia w jakiś okrutny sposób (choć w sumie pomocny też się nie okazał); Jednak nigdzie nie znalazłam szczegółowych informacji, co będzie po. Samej operacji niespecjalnie się bałam, no, może poza narkozą. Według mnie istniały tylko dwie opcje-albo narkoza nie zadziała i będą mnie kroić na żywca, albo zadziała za dobrze i się nie obudzę. Cóż, umysł spaczony horrorami.

No ale, do rzeczy. Z samego rana (tj 8:00) miałam stawić się w szpitalu (w tym wypadku Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Olsztynie). Na czczo, oczywiście. Na początku musiałam czekać w kolejce do lekarza, który rzekomo miał mnie zbadać. Jak się okazało, trzeba było udać się do konkretnego oddziału, gdzie najpierw zostanę poddana czemuś w rodzaju ''weryfikacji'', która ustali, czy w ogóle nadaję się do krojenia. Po kochanych dwóch godzinach dostałam karteluszkę z napisem ''przyjęta'', po czym spędziłam kolejne kilka godzin, czekając na rejestrację. Po formalnościach przekierowano mnie do pielęgniarki i anestezjologa, którzy przeprowadzili szczegółowy wywiad, dotyczący mojego zdrowia, pobrali krew (chyba z 5 próbek), po czym dostałam, uwaga...izolatkę. Mój psychopatyczny umysł od razu przypomniał sceny z psychiatryka, ale okazało się, że po prostu nie ma chwilowo wolnych miejsc. Szczęśliwa, że jestem sama w pokoju, wzięłam się za jedzenie. Po 5 godzinach. W końcu.

Dzień minął dosyć szybko-a to poczytałam, a to pospałam... Zabieg miał być dopiero następnego dnia. Wieczorem pielęgniarka przyniosła koszulę, w której miałam chadzać przed operacją. W międzyczasie przenieśli mnie do sali, w której zwolniło się łóżko, więc miałam towarzystwo w postaci dwóch kobiet. Chwała, że nie więcej, bo źle się czuję, śpiąc z kimś w jednym pokoju.

Następnego dnia (znów na czczo) udałam się na założenie wenflona (co kurewsko bolało, bo zamiast zielonego dostałam różowy, a moje żyły są mało widoczne, więc pielęgniarka wbijała się trzy razy w moją dłoń, zanim to cholerstwo wlazło do końca), dostałam tabletkę (tzw. głupi jaś), która ponoć miała mnie uspokoić i sprawić, że wszystko będzie obojętne. Biorąc pod uwagę opowieści, jakich naczytałam się przed zabiegiem, spodziewałam się jakiejś srogiej fazy, ale niestety, zupełnie nic się nie wydarzyło. Położyłam się do łóżka i spokojnie czekałam na zabieg.

Po godzinie wywieziono mnie na salę. Stamtąd już niewiele pamiętam. To było najciekawsze doświadczenie mojego życia-operacji już bym raczej nie chciała powtarzać, ale narkozę bardzo chętnie-z tego wszystkiego kojarzę tylko czyjś głos, mówiący: ''nie bój się, to tylko tlen'', ''czy kręci ci się w głowie?'' i powolne zapadanie się w jakąś nicość-coś, czego nie da się kontrolować w żaden sposób. Nawet nie wiem, kiedy urwał mi się film. Fajna sprawa.

Potem...było dość dziwnie-obudziłam się już na sali, nie bardzo wiedząc, co się właśnie wydarzyło; Do rzeczywistości sprowadził mnie głos pielęgniarek nakazujący oddychać przez usta. ''A więc już po'', pomyślałam. Nie miałam siły mówić, nadal wszystko było mi jedno, więc po prostu bez ruchu leżałam na swoim łóżku z zamkniętymi oczami. 

Nadal byłam na czczo. Mój żołądek rozpaczliwie domagał się jedzenia-czując się naprawdę nieźle, postanowiłam wstać do łazienki. Po minucie nastąpiło zaskoczenie, bo zrobiło mi się strasznie słabo. Doczłapałam się do łóżka chodem człowieka w stanie lekkiego upojenia. Tego dnia nic nie zjadłam, mimo tego, że nawet lekarze mnie do tego zachęcali. Pozostałam przy wodzie. To był po prostu dzień wyjęty z życia, nie miałam siły z nikim rozmawiać, mimo tego, że w sumie nic mnie nie bolało-od razu podali mi leki przeciwbólowe. Właściwie cały czas jechałam na kroplówkach.

Po bliższych oględzinach nos wyglądał paskudnie-w środku miałam masę opatrunków, które kompletnie uniemożliwiły oddychanie, więc pierwsza noc była dość ciężka-ciężko spać z otwartymi ustami, bo język co chwila wysycha, podobnie usta (balsam trochę ratuje sprawę) i człowiek po prostu budzi się co parę minut (o ile w ogóle jest w stanie zasnąć).

Następnego dnia, rano, udałam się na wyjęcie opatrunków. Biorąc pod uwagę wrażenia towarzyszek z sali, drożność nosa miała się po tym znacznie poprawić. Pełna optymizmu poszłam do zabiegowego. Tam usunęli mi opatrunki-nic strasznego, bardziej nieprzyjemne, niż bolesne-przypominało mi to trochę wyciąganie mózgu nosem, jakkolwiek to brzmi, ale trwało dosłownie 10 sekund. Kazano mi oddychać nosem, ale...nie czułam żadnej poprawy. Wróciłam do-pustej już-sali z garścią chusteczek (z nosa sączyła się krew) i po prostu rozpłakałam się z frustracji.

Samopoczucie poprawiło się dopiero po wizycie mojej mamy-trochę mnie pocieszyła, pomogła doprowadzić się do stanu używalności (wzięcie prysznica z obolałą od wenflona ręką, kroplówką i cieknącym nosem nie należy do najłatwiejszych rzeczy) i dała trochę nadziei na poprawę. Tego dnia ponoć nie wyglądałam najlepiej-mój nos był spuchnięty, a oczu nie uratowałby nawet najpiękniejszy makijaż-nieprzespana noc robi swoje. Za to kolejne były już łatwiejsze-drugiej nocy spałam 5 godzin, a każdej kolejnej-o kilka godzin więcej. Chwała, że moje gardło się nie buntowało-co jakiś czas ssałam tabletki, które je nawilżały (Isla, smakują jak trawa, ale są bezpieczne dla śluzówki). Nos co jakiś czas odrobinę się odtykał. Dostałam krople, których miałam używać trzy razy dziennie i po nich czułam maleńką poprawę, choć nadal nie dało się oddychać nosem.

Następnego dnia miałam zostać wypisana. Wyjęli mi wenflon, obejrzeli, czy wszystko prawidłowo się goi, przepisali leki i ot, cały 3-dniowy pobyt w szpitalu.

Po tygodniu przyjechałam na wyjęcie reszty pierdół z nosa-oprócz opatrunków miałam też płytki, dzięki którym nos mógł zrastać się prawidłowo. Strasznie się tego bałam, bo nos od czasu do czasu mnie bolał, (choć nie potrzebowałam leków przeciwbólowych) a płytki wydawały się być wręcz sklejone ze ściankami; Jednocześnie miałam ogromną nadzieję na poprawę drożności, która nadal kulała. 
Po oczywistym czekaniu na swoją kolej, z sercem walącym jak młot, usiadłam na fotelu. Zdjęcia szwów nawet nie czułam, a płytki-podobnie jak wcześniejsze opatrunki-raczej nieprzyjemne, nie bolesne. Po ich wyjęciu wzięłam pierwszy oddech nosem. 
Z gabinetu wyszłam tak uśmiechnięta, że wyglądałam jak naturalna wersja Jokera z Chelsea Smile. Po wyjściu na zewnątrz poczułam pierwszy zapach od wielu miesięcy. To było tak piękne, że zachciało mi się wyć ze wzruszenia.

Patrząc na wypis, okazało się, że oprócz samej przegrody zrobili mi również ''koagulację małżowin nosa''. Jednak nie to mnie zachwyciło najbardziej. Nos zmienił kształt. Stał się bardziej symetryczny.

zdjęcia były robione bez makijażu, te ''po'' zaraz po powrocie do domu, 
jeszcze z płytkami, więc obecnie jest jeszcze ładniej.

Nadal mam w nosie szwy-ponoć mają się rozpuścić, ale chyba będę musiała zwrócić się do lekarza o ich wyjęcie, bo strasznie mi przeszkadzają-skóra bardzo boli, i nie mogę porządnie oczyścić nosa, przez co drożność nadal pozostawia wiele do życzenia. Obecnie smaruję nos maścią, czyszczę wodą morską, ale ciężko powiedzieć, że jestem zadowolona. Obsługa szpitala kochana, jedzenie pyszne, komfort cudny, ale zabieg sam w sobie...nijaki. Nie oddycha mi się lepiej niż przed operacją. Może to kwestia szwów. Może opuchlizny. Może jeszcze za szybko na efekty. Ale na tę chwilę nie wiem, czy zrobiłabym to samo, gdyby czas się cofnął. 
Wiadomo, kwestia organizmu, podejścia człowieka do kwestii zdrowienia. Jeśli po wyjęciu pozostałych szwów coś się zmieni, na pewno o tym napiszę. Jednak póki co...spodziewałam się trochę bardziej spektakularnej poprawy.
Za to wrażenia dotyczące samej operacji są raczej w porządku. Zero bólu, bo jedziesz na kroplówkach. Wyjęcie tamponady i szwów-nieprzyjemne, ale nie bolesne. Pierwsza noc trochę ciężka, ale do przeżycia. Nie ma się czego bać. Może inni będą mieli trochę więcej szczęścia a propos odczuwalnych efektów. A może po prostu mam jeszcze na to czas...?

Edit:

10 komentarzy:

  1. Mój brat również miał operowaną przegrodę i minęło kilka tygodni, zanim nos wrócił do normy. Przez miesiąc, może niecały, miał problemy z oddychaniem. Operacje miał w marcu i, z tego co wiem (nie mieszkamy razem już), wszystko już jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  2. Alu, obawiam się że tych pozostałych szwów się wyjąć nie da - jeżeli są wchłanialne to znaczy że są to szwy wewnętrzne, zarośnięte wewnątrz tkanek. Trzeba czekać - nawet do pół roku, ale w nosie to chyba nie powinny przeszkadzać (nosem się raczej nie porusza), mnie w bliźnie pooperacyjnej na łopatce czas jakiś ciągnęły.
    Jak pisze Annie - chyba głównie opuchlizna przeszkadza ci w oddychaniu, za jakiś czas zejdzie. I jeżeli parę dni po operacji wygladałaś tak jak na zdjęciu - to nie było tak stasznie, kuzyna córka miała robiona przegrodę przed Bożym Narodzeniem - w efekcie we wsi wszyscy pytali kto ja pobił... Spuchnięta cała twarz, podsiniaczone oczy - ale ona to naprawdę paskudnie przemieszczoną po złamaniu w dzieciństwie przegrodę miała.
    Zdrowiej szybko.

    --
    ladzk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno się da, bo ja je czuję, że tak powiem, namacalnie. Lekarka, która wyjmowała mi płytki powiedziała, że szwy, które tam zostały powinny się rozpuścić, ale-cytuję-''jeśli będą mi mocno przeszkadzać, to mogę przyjechać i ona je wyjmie''. I faktycznie, w czwartek chyba się wybiorę.
      Nos nie boli mnie już tak bardzo, jak wcześniej, więc chyba faktycznie powoli się rozpuszczają, ale są niewygodne, bo nie mogę porządnie oczyścić nosa, a co za tym idzie-swobodnie oddychać.

      Zdjęcie było robione 2 dni po operacji, więc wyglądało to już trochę lepiej, niż bezpośrednio ''po''-ja nie chciałam na siebie patrzeć po tym, jak kilka godzin po operacji zajrzałam do lusterka (mój nos przypominał napompowany kartofelek), ale dowiedziałam się, że na następny dzień byłam dość mocno spuchnięta, za to obeszło się bez siniaków. Ogólnie nie ma co narzekać, oprócz krwi cieknącej przez cały tydzień po operacji, mówienia przez nos i trochę upośledzonego sposobu jedzenia, prawie nie było widać, że coś mi jest.

      Usuń
    2. Chyba ci juz wcześniej pisałem - nie ma się co bać. Poboli i przestanie - najwyżej ze dwa - trzy w najgorszym układzie tygodnie. a potem już tylko lepiej - właśnie po kuzyna córce to widziałem, gorzej chyba być nie mogło, nos gorszy jak u Himmilsbacha, skierowanie na operację każdy laryngolog by jej wypisał na podstawie rozmowy telefonicznej (tak, to było po prostu słychać). I dwa dni po operacji, z twarza jak balon i podbitymi oczami już mówiła inaczej.

      Zdrowiej!

      Usuń
    3. Dziękuję, dziś wyjęli mi szwy, dowiedziałam się, że mam jeszcze trochę strupków i skrzepów, więc pewnie dlatego nie ma znacznej poprawy, ale wierzę, że będzie w porządku. Kwestia czasu.

      Usuń
  3. Witam. Czy nos na zdjęciu po wygląda teraz tak czy wrócił do poprzedniego kształtu jak przed operacja? Pozdrawiam
    Ana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie powiedziano mi, że nos bardzo rzadko zmienia kształt po takim zabiegu, mój jednak nie wrócił do poprzedniego stanu, na szczęście. Co prawda mógłby być jeszcze troszkę mniejszy, ale nie wiem, czy podjęłabym się operacji plastycznej, nawet jeśli to mój kompleks.

      Usuń
  4. Hej, i jak sie czujesz po operacji lepiej ci sie oddycha czy nie widzisz różnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://inhophetaminexart.blogspot.com/2015/02/dziennik-inho-operacja-przegrody.html

      Usuń

Problemy, sugestie?