niedziela, 9 listopada 2014

Dziennik Inho: na przekór kompleksom

Czuję, że będę żałować tego wpisu. No ale, zaczęłam, to doprowadzę to do końca, choćby ze względu na swoją odwagę. :)
Często czytam masę komplementów. Przeróżnych. Czy to na photoblogu, czy na blogspocie, czy na deviantarcie. Najczęściej dotyczą mojego wyglądu-makijażu, włosów, twarzy, stroju. Co prawda nie zawsze wierzę w nie w 100%, głównie dlatego, że przez wiele lat byłam typem osoby, która w każdej miłej opinii doszukuje się kpiny. Nie do końca mi to przeszło, ale na pewno nauczyłam się bardziej lubić swój wygląd-no, w nieco sztucznym wydaniu, ale to zawsze coś. 


Masa, po prostu masa ładnych słów. To jedynie 1/100 przemiłych komentarzy, jakie dostaję. Zawsze, gdy piszę komentarz zwrotny i wchodzę na profil danej osoby, zastanawiam się-cholera, jak takie dziewczyny mogą mieć kompleksy? Babska nacja ma to do siebie, że strasznie się nie docenia, prawda? Ja, na przykład, nienawidzę diastemy, a inne dziewczyny mi tego zazdroszczą. Dałabym też sobie obie ręce pociachać za długie, miękkie włosy, które nie wyglądają jak siano, a ich posiadaczki pukają się w czoło i narzekają na problemy z układaniem. Nie dogodzisz. Baby są marudne. Ale z kompleksami (nawet najbardziej absurdalnymi) trzeba nauczyć się żyć, i w ich miejsce znaleźć u siebie jakieś atuty. 

W sumie to bardzo lubię swoje oczy. Dzięki soczewkom i makijażowi wydają się być większe, niż w rzeczywistości i z pewnością odciągają uwagę od nieproporcjonalnego nosa, którego nie cierpię. Podobnie jest z diastemą-ludzie mówią mi, że gdybym sama o niej nie wspomniała, nawet nie wiedzieliby, że ją mam. Jaki nasuwa się wniosek? Przestań myśleć o tym, co inni powiedzą na temat Twojego wyglądu. Jeśli Ty czujesz się pewnie i pięknie w swoim wydaniu, ludzie też to odczują. Ot, taka psychologiczna zagrywka.
Sposobów na akceptację jest mnóstwo. Jedni chodzą na terapię, inni nadużywają photoshopa (Wylona, na przykład). Moja pewność siebie skacze w górę, gdy nałożę makijaż. Poważnie.

jak widać, nie mam nieskazitelnej cery, której tak mi zazdrościcie.

Momentami traktuję go wręcz jak barwy wojenne nakładane do walki z rzeczywistością. Początkowo malowałam się dość mocno, potem coraz delikatniej. 

z pokładem jest już dużo lepiej. to moje niezbędne minimum.
dziewczyny, spójrzcie na mnie. naprawdę, jestem dość przeciętna. nic nadzwyczajnego.

W chwili, gdy mój chłopak stwierdził, że ślicznie wyglądam w ''lekkim'' wydaniu, ja również zaczęłam dostrzegać w sobie jakiś tam potencjał. 

akcent na oczy, które zaraz będą wydawały się ''lalkowe''...

Obecnie jestem w stanie wyjść z domu nakładając jedynie podkład, puder i tusz do rzęs-co nigdy wcześniej się nie zdarzało. Taki rodzaj terapii okazuje się być jednym z najlepszych. 

jeszcze trochę czerni...

Jednak nie ukrywam, że dobrze czuję się w wydaniu nieco ''mocniejszym''. Przynajmniej nie przypomina już maski, którą trzeba traktować szpachlą. 

kwestia umiejętności pozowania do zdjęć, by ukryć zbyt duży nos...

I to cała filozofia. Trochę to smutne, bo nie zamierzałam tu pisać o licznych spotkaniach u przyjaciela za pieniądze ani długiej walki ze swoją psychiką. ''Sekret'' mojej urody to tylko i wyłącznie makijaż i to, jak się w nim czuję. Taka błahostka, a jak otwiera oczy.

I naprawdę, zanim powiecie drugiej osobie coś niemiłego, zastanówcie się chwilę. Kobietki takie jak ja, z reguły mają dość niską samoocenę i przeżywają każdą krytykę. Co zyskam? Jaki ma to sens? Po co to robię?
i już jest ok. tak mogę wyjść z domu.

Jestem ładna, bo chcę się tak czuć. I nic nie stoi na przeszkodzie, byście również zaczęły tak myśleć. 

4 komentarze:

  1. Dziękuję Ci za ten wpis. Choć na chwilę pomyślałam lepiej o samej sobie. Muszę zacząć łapać te ulotne chwile.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Mimo posiadania przyjaciół czy rodziny, to przecież z samymi sobą spędzimy całe życie i musimy się nauczyć jakiejkolwiek akceptacji, by przetrwać. Powodzenia życzę! :)

      Usuń
  2. moim zdaniem to Ty cudnie wyglądasz nawet bez makijażu! jab bez fotoszopy mam worki pod oczami i obwisłe policzki :D ja kompleksów dostaję nie wtedy jak widzę te wszystkie mocno wyfotoszopowane modelki ale właśnie osoby które naturalnie wyglądają pięknie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja rozszerzone pory i zaczerwienioną skórę. :) Jeszcze się chyba nie urodziła taka, która lubi siebie samą od stóp do głów. :)

      Usuń

Problemy, sugestie?