wtorek, 30 grudnia 2014

Dziennik Inho: podsumowanie 2014

Na poprzednim blogu co roku robiłam małe podsumowanie ostatnich 12 miesięcy. Prawdę mówiąc nieco brakuje mi starszych wpisów-mimo tego, że obecny blog jest bardziej '' o czymś'' i wygląda lepiej mam wrażenie, że chętniej czytaliście prywatę; nie tutoriale i wpisy tematyczne.

No dobra, ale miało nie być marudzenia o blogu i rozkminianie, czy go zostawić, czy nie.

Zwykle pisząc tego typu notki starałam się zachować chronologiczność. Biorąc pod uwagę wydarzenia bardziej i mniej prywatne sądzę, że nijak mi się to uda. Wstawię trochę zdjęć, ale resztę wzbogacę linkami, które przeniosą Was do konkretnych wpisów.
Ten rok był całkiem niezły. Cholernie stresujący, ale niezły, choć zapowiadał się okropnie po niezbyt udanym sylwestrze. Pierwszy stycznia powitałam chora, walcząc przez kilka miesięcy z bólem gardła (co śmieszniejsze, teraz historia powtarza się kropka w kropkę).

Lutego i marca tak naprawdę nie pamiętam-zresztą, cały okres do maja to czas wyjęty z życia. Ciągłe nerwy, stres, płacz i przejmowanie się wszystkim dookoła poprzeplatane z badaniami dotyczącymi operacji.

 tak mniej więcej wyglądam w okresie zimowym-
widać mi jedynie kawałek oczu. :D

i znalazłam jakieś zdjęcie z watą cukrową. 
to był ostatni raz kiedy ją jadłam w tym roku :D

Kwiecień wspominam wzruszająco i dość...obco. Tak, jakby to wszystko działo się lata temu. Oprócz tego jeden dłuższy wyjazd, na odstresowanie. No i stuknęły 3 lata mi i mojemu Ukochanemu-tamten dzień był naprawdę uroczy.



to właśnie miejsce, o którym mówiłam. trochę je polubiłam.

Maj, po upływie czasu, uważam że był całkiem udany. :)


W czerwcu poddałam się operacji prostowania przegrody, która teraz, ponad pół roku po jej zrobieniu, okazała się być niepotrzebna (!), bo to nie w niej tkwił problem. Tak, nadal mam niedrożny nos. Absolutnie nie było warto, chociaż przynajmniej wiem, jak to jest być pod narkozą.

to nie jest sfotoszopowane zdjęcie. próbowałam coś czytać w szpitalu, ale książka okazała się gniotem jakich mało.

Jakiś czas po zabiegu, gdy zdjęli mi szwy, postanowiłam po raz kolejny spróbować snejków. Niestety, również tym razem moje usta się zbuntowały i stwierdziły, że nie podoba im się ten rodzaj piercingu i przez to już definitywnie z niego zrezygnowałam.

jedno z niewielu zdjęć w okularach ^^

Lipiec to najlepszy miesiąc ze wszystkich ze względu na wyjazd do Danii. Mimo tego, że duński nadal przypomina mi mówienie po niemiecku z kartofelkami w ustach, przekonałam się do wyjazdów za granicę i strasznie chciałabym to kiedyś powtórzyć. Do odhaczenia jeszcze:
♥ Norwegia (ewentualnie Finlandia)
♥ Rzym (no, domyślcie się, czemu...)
♥ Londyn (bo tak)
♥ Przylądek Dobrej Nadziei (też się domyślcie ;))
Japonia (ewentualnie, fajnie by było)


W sierpniu miałam swoją pierwszą, bardziej profesjonalną ślubną sesję, z której jestem zadowolona. Cały czas zastanawiam się nad foceniem na ślubach cywilnych (ze względów osobistych), ale moja wiedza a propos oświetlenia nadal kuleje.

dziecięca sesja na początku września.

Całe wakacje obfitowały w ogromną ilość chodzenia nad jezioro.

We wrześniu doczekałam się drugiego tatuażu i zaczęłam się kształcić w kierunku nerda. Nie nalegajcie, nie powiem zbyt wiele. :)
Wybrałam się również na koncert kochanego Alestorma i choć nie wybawiłam się wystarczająco, miło wspominam te godziny (pamiętajcie, koncerty leczą chore zatoki!).

takie głupotki ^^ 

we wrześniu miałam też przyjemność obcowania z tym oto małym tygryskiem, za którym do tej pory tęsknię ;.; 

i do tej pory pamiętam, jak spaliliśmy porcję dla czterech osób we dwoje...
potem nie mogłam pozbyć się zapachu sziszy przez tydzień.


Październik to przede wszystkim kochane spacery, dużo zdjęć i ładna pogoda.


No i moje urodziny i pandzikowy torcik, który, poniekąd, sobie zrobiłam.

wyglądał jak wyglądał, ale był pyszny.

W październiku powstała również moja ulubiona digitalowa praca, z której jestem niesamowicie dumna.


Idąc dalej tropem obrazów-listopad to kolejna z ulubionych prac:


Dużo dni i nocy spędzonych w Olsztynie. I początek ćwiczeń.


A grudzień...cóż, niestety, nuda totalna. Zbyt dużo czasu na rozmyślania, za mało chęci do działania. Mam jednak nadzieję, że w środę miło pożegnam miniony rok-bo w sumie, będzie co wspominać. :)

W ramach małego bonusa wstawię Wam kilka zdjęć zrobionych parę dni temu:







Teraz chyba powinnam napisać coś na temat postanowień noworocznych. Co prawda nigdy takowych nie miałam, ale w tym roku stwierdzam, że może jednak warto napisać o rzeczach, które jestem w stanie ogarnąć w 2015:
♥ zrobić nowy tatuaż (albo dwa, jak da radę).
♥ wytłumaczyć mojemu organizmowi, że chudnięcie 2 cm na miesiąc to jednak trochę za mało
♥ zaoszczędzić na nową kartę graficzną
♥ zaliczyć chociaż jeden koncert
♥ spędzić z Kotem przynajmniej kilka dni w jakimś nowym miejscu
♥ nadal nie popełnić samobójstwa
♥ być jeszcze bardziej pewną siebie i mieć więcej determinacji w walce z moim S.
♥ znaleźć pracę jako grafik
♥ odbudować/zbudować i utrzymać parę więzi.

A reszta to już tylko marzenia.

Raczej nie będę oryginalna, jeśli chodzi o zakończenie. Bo co więcej mogę powiedzieć-życzę i sobie i Wam, by nadchodzący 2015 był lepszy, niż 2014. Albo chociaż tak samo dobry. :)
I żeby Wiedźmin 3 nie miał wymagań z dupy.
I żeby Gra o Tron szybko wyszła ;.;
I żeby nie zabrakło mi zleceń!

2 komentarze:

Problemy, sugestie?