poniedziałek, 29 grudnia 2014

Recenzja farby do włosów Joanna, odcień Płomienna iskra

Po trzech miesiącach nadszedł czas na kolejne farbowanie. Ciągle nie mogę się zdecydować, czy wolę rudości, czy czerwienie, więc postanowiłam spróbować kolejnej farby z Joanny, która to rozstrzygnie.

Joanna-płomienna iskra
ogień we włosach!
Płomienną iskrę podpatrzyłam u mojej cioci kilka miesięcy temu. Strasznie spodobał mi się ten odcień i stwierdziłam, że kiedyś go wypróbuję. No i teraz miałam okazję. :)
Dwa opakowania farby udało mi się dorwać w promocji, w Rossmanie.


Odrosty zdążyły się już mocno odznaczyć-mam wrażenie że włosy urosły mi jeszcze bardziej, niż ostatnim razem.


Mieszanka miała fioletowy (!) kolor. Najpierw potraktowałam nią odrosty, a po 20 minutach resztę włosów i zostawiłam na jakieś 10/15 minut, żeby niepotrzebnie nie niszczyć moich kłaczków. Mój kolor wyjściowy i tak był bardzo zbliżony do rudego, stąd też nie spodziewałam się fajerwerków.

odrosty były bardzo ''kurczaczkowe'', więc jeśli masz bardzo jasne włosy spodziewaj się żółci... :)

Tym razem zapachu farby w ogóle nie czułam, natomiast pojawiło się lekkie pieczenie i swędzenie głowy w trakcie farbowania. 

Jeśli chodzi o efekt końcowy, nie ma jakiegoś wielkiego szału-kolor jest na pewno bardziej nasycony. Jego idealnym określeniem będzie po prostu...rdza. :D


To nie pierwszy raz, gdy kolor jest identyczny, jak na pudełku-w większości przypadków nie wiadomo, czego się spodziewać, a Joanna zawsze pokazuje rzeczywisty efekt. W sztucznym świetle moje włosy wyglądają na naturalnie rude, natomiast w świetle dziennym-no, dosłownie ogień.


Ciężko mi uchwycić ten odcień, gdy siedzę w domu i słońce naparza mi w okno, ale mam nadzieję, że co nieco widać. :)



Po farbowaniu postanowiłam troszkę zadbać o swoje włosy-osuszyłam ręcznikiem, wklepałam odżywkę, zawinęłam w folię, ręcznik i podgrzałam suszarką przez kilka minut, po czym zostawiłam taki ''turban'' na godzinę. Lepiej sprawdziłaby się maska do włosów, ale każde dopieszczenie jest ważne po farbowaniu na 9% utleniaczu (który oczywiście jest zbyt silny-wystarczyłoby mi 3/6%).

Podsumowując:
♥ Cena-super. Trafiłam na promocję i oba opakowania kupiłam za jakieś 12 zł.
♥ Dostępność-jeszcze lepsza. Rossman, Natura, a nawet dom towarowy i kioski.
♥ Trwałość-ciężko stwierdzić, bo jak już mi się spierze, kolor po prostu straci na nasyceniu, nic więcej.
♥ Zapachu brak.
Odczucia w trakcie farbowania-lekkie pieczenie i swędzenie, nic poza tym.

A jeśli chodzi o moją rozkminę na temat rudości i czerwieni...Cóż, chyba lepiej mi w cieplejszych odcieniach, nie sądzicie? :)

6 komentarzy:

  1. próbowałaś olejowania włosów?
    ja kiedyś użyłam oliwki do ciała i włosy były troszke lepsze (niezbyt dobrą oliwkę kupiłam), a jutro jade na poszukiwania oleju kokosowego.

    ann.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Wiem, że moje włosy tego potrzebują, ale nie mam do tego cierpliwości totalnie.

      Usuń
  2. Przejrzałam wszystkie Twoje wpisy o farbowaniu włosów ! Trochę się boję zmieniać radykalnie kolor, ale teraz 'siedzę' w czerwieniach i narobiłaś mi strasznej ochoty, żeby wypróbować wszystkie farby, które miałaś na włosach ! :) niesamowite odcienie (po farbach z Joanny nawet bym się tego nie spodziewała!) Dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz może czy kolor szamponetki o tej samej nazwie wychodzi tak samo jak po tej farbie? Farbować niestety nie mogę (mam tylko 15 lat, a rodzice mi nie pozwalają :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie spotkałam się z szamponetką. :<

      Usuń

Problemy, sugestie?