poniedziałek, 9 lutego 2015

Dziennik Inho: na przekór kompleksom-Wylona Hayashi

Po pozytywnym odzewie na pierwszą część serii, postanowiłam kontynuować swoje wpisy-jednak tym razem podejdziemy do tego od bardzo mi bliskiej, graficznej strony.
Sprawę mnie, mojego wyglądu i tego, że połowa sukcesu to makijaż, mamy już za sobą. Teraz chciałabym zwrócić uwagę na oddzielne zjawisko, które strasznie często pojawia się w internecie. Porównywanie się do innych na podstawie zdjęć.

Pierwszą z osób, która przychodzi mi do głowy a propos ''jarania się'' czyjąś twarzą jest Wylona Hayashi. Pisałam już o czymś jakiś czas temu, ale wtedy jeszcze nie przyszło mi do głowy, by stworzyć podobny wpis. Nie zamierzam teraz już wnikać w sprawy nieuczciwości, dokładnego fotoszopowanie, chęci zyskania uwagi i tego, co siedzi jej w głowie (o tym możecie poczytać tutaj, polecam), natomiast chcę się skupić tylko na wyglądzie postaci, jaką kreuje Wylona. 

Gdy poznałam jej 'twórczość' (a było to nieco ponad rok temu), pierwsze, co rzuciło się w oczy, to nadużywanie programu graficznego. No, po prostu nie da się tego nie zauważyć. Nie będę rozważać, czy jest do dobre, czy złe, to ocenicie sami. Jedyne, co mnie interesuje, to fakt, że mnóstwo dziewczyn zaczęło się do niej porównywać i łapać całą masę kompleksów.
Bo pełne usta.
Bo ''lalkowe'' oczy.
Bo blada cera i idealne ciało.
Nigdy nie wierzcie temu, co widzicie w internecie. Tysiące razy wpadałam w kompleksy, patrząc na różne modelki-nie czułam się wystarczająco dobrze w swoim ciele mając świadomość, że można wyglądać podobnie jak one. Jednak gdy zaczęłam zagłębiać się w grafikę, okazało się, że w 80, ba, nawet w 90% przypadków zdjęcia przepięknych, niemal idealnych internetowych osobowości to zwykła obróbka. I przysięgam, zrobienie z siebie zupełnie innej osoby to żadna filozofia. Wystarczy jedynie trochę cierpliwości i umiejętności.

wiecie, za długo siedzę w grafice, żeby nie widzieć tego, co tu zostało zrobione.
przysięgam, to zdjęcie przed obróbką wyglądało zupełnie inaczej.

A teraz coś fajnego ode mnie:

nie zwracajcie uwagi na moje nienaturalne brwi, 
musiałam je przyciemnić cieniem do zdjęcia. 

 zajęło mi to niecałą godzinkę, ale efekt...sami widzicie.


Przecież na tym zdjęciu wyglądam jak zupełnie inna osoba. Ok, taki nos mogłabym mieć na żywo, ale reszta jest dość karykaturalna-choć jeśli ''karmiłabym'' Was takimi fotami od początku mojego istnienia w internecie, pewnie udałoby mi się Was oszukać i wmówić, że to moja naturalna uroda. 
Tylko po co?

Teraz zdjęcie, jakimi Wylona częstuje nas w tej chwili:


I moja wersja:

musiałam zrobić lżejszy makijaż i spiąć włosy. 

 ta daaaam, ulzzang!


W poprzednim zdjęciu musiałam zmienić praktycznie wszystko-kształt szczęki, nosa, oczu, ust, usunąć niedoskonałości cery, rozjaśnić ją, zmienić kolor oczu i włosów, poprawić makijaż, dodać sztuczne rzęsy...masa roboty. Za to w następnym, delikatniejszym zdjęciu, ograniczyłam się jedynie do zmiany koloru oczu, włosów, linii szczęki, dodania sztucznych rzęs i poprawieniu makijażu/rozjaśnieniu cery. Teraz już wiecie, czemu Wylona dodaje nowe, delikatniejsze zdjęcia.
Bo to po prostu zajmuje mniej czasu.

btw, zobaczcie ile tapety to wymagało...

A jak wyglądam z normalnym makijażem?



Jest różnica? 
Mam nadzieję, że ta notka rozjaśni nieco Wasze umysły. Nie warto porównywać się do kogoś, kogo nigdy nie widzieliście na żywo. Każda z nas ma w sobie coś wyjątkowego. Coś, czego nie warto ukrywać pod maską innej osoby. 

10 komentarzy:

  1. Świetny wpis. Przerobienie własnych zdjęć i pokazanie różnicy otworzy oczy tym, którzy nie wierzą, że obróbka może tyle zdziałać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nie byłam pewna, czy zostanie odpowiednio odebrany, ale wychodzi na to, że nie miałam się o co martwić. :)

      Usuń
  2. w sumie ja mam ten problem ... weszłam w "alternatywny modeling" po części po to żeby wyleczyć się z kompleksów... a nabawiłam się jeszcze gorszych (ta paskudna kwadratowa szczęka...te malutkie oczka... ta za duża przerwa między nosem a ustami) i tak cholernie zazdrościłam wszystkim innym modelkom że są takie śliczne... na Walyonę się nabrałam, a co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dokładnie to samo. Że niska. Że diastema. Że ogromny nochal. Ale po czasie zrozumiałam, że cały sęk tkwi w akceptacji. Jeśli dobrze czujesz się we własnym ciele, widać to na zdjęciach. A im więcej zadowalających ujęć, tym bardziej ''skacze'' pewność siebie.
      Osobiście uważam, że dla każdego znajdzie się miejsce w modelingu. Jedyne, co trzeba zrobić, to mieć odpowiedni pomysł na daną osobę. Uwydatnić atuty i zamaskować wady-samo pozowanie, makijaż i oświetlenie to 50% sukcesu. Reszta to prawdziwe emocje, sprzęt i zaangażowanie.

      Usuń
  3. O ja pierdziu, sama pobawiłam się trochę różnymi programami graficznymi i to co sobie zrobiłam to masakra. Wogóle inaczej wyglądam. Przestaję wierzyć w to co jest na okładkach gazet, skoro mogę zrobić z siebie Wylonę xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Naturalne podkreślenie swoich atutów zawsze wygra ze sztucznością :) I jeszcze to uczucie, gdy masz na twarzy tyle pudru... ciężko uwierzyć, że ktoś się tak nosi na co dzień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w ogóle z biegiem lat ograniczyłam makijaż do minimum. najpierw z czystego lenistwa, a potem...po prostu uświadomiłam sobie, że nie potrzebuję go w takiej ilości.

      Usuń
  5. Wielkie dzięki za ten post! Dzięki temu już nie czuję takich kompleksów, gdy faceci (bo mężczyznami ich nie można nazwać) napalają się na "piękne" (czytaj. poprawione w AP) dziewczyny i ich sztuczne ciało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci facetami, ale dziewczyny często porównują się do internetowych lasek, zapominając, jak wiele może zdziałać odpowiednie ujęcie, makijaż i światło, a co dopiero retusz... :)

      Usuń

Problemy, sugestie?