wtorek, 26 kwietnia 2016

Sesja bieliźniana z Basią Lis

Niedawno dostałam całą porcję zdjęć z ostatniej sesji z Basią. I mimo tego, że nie podobałam się sobie na kilku ujęciach (nadal nie wiedząc, czy to kwestia burzy hormonów, czy ostatniego marudzenia na temat swojego wyglądu), postanowiłam stworzyć oddzielną notkę, w której pokażę prawie całą sesję. :)
Basia Lis
15.03.2016
Zawsze chętnie współpracuję z Basiakiem głównie z tego powodu, że jest to niesamowicie ciepła i zabawna osoba, z którą mogę fajnie spędzić czas. Tym razem też nie miałyśmy konkretnego pomysłu na zdjęcia; Ze swojej strony wiedziałam tylko, że chcę spróbować czegoś nowego. Ustało na...bieliźnie.

Powtarzałam, powtarzam i będę powtarzać, że nie jestem modelką aktową i nie pozuję w zakresie nagości zakrytej, jednak ostatnia rozmowa z moim chłopakiem uświadomiła mi, że mogłabym spróbować swoich sił w bardzo okrojonej, subtelnej sesji bieliźnianej. Z racji tego, że-jak każda kobieta-mam jakieś swoje drobne kompleksy, postanowiłam, że nie będę wykonywała tego typu zdjęć zbyt często. Ale pierwszy raz musiał być.

Wyjątkowo, sesja nie odbyła się w Szczytnie-odwiedziliśmy Basię w Rucianem Nidzie (nigdy, kurna, nie wiem, jak to się odmienia). Udało nam się ładnie zgrać z terminem, bo i tak odwiedzałam w okolicach swoją mamę i wracając do Olsztyna zahaczyliśmy o wspomnianą wyżej miejscowość.

Długo zastanawiałam się nad odpowiednim ''strojem''. Jestem ogromną fanką wszelkiego rodzaju koronek, kokardek i kobiecości, ale za żadne skarby nie mogłam nigdzie znaleźć wymarzonego biustonosza, który ładnie prezentowałby się na zdjęciach, więc dosłownie dzień przed sesją odwiedziłam second hand. I to był strzał w dziesiątkę. Nowemu zakupowi za szalone 3 zł trzeba było później poświęcić dodatkowy banknot i godzinkę wolnego czasu. Efekt jest wystarczająco zadowalający:


Sama sesja była dość trudna, jeśli chodzi o warunki techniczne-robienie zdjęć w pomieszczeniach-w tym wypadku Basiakowej kuchni-nie jest zbyt prostą sprawą, jeśli nie doświetlamy lampami. Do tego doszedł mimo wszystko delikatny stres połączony ze wspomnianymi już kompleksami, ale jak to z Basiakiem bywa-10 minut i 2 fajki później śmiałyśmy się z byle czego.


tu światło jest osom <3 




 faworyt nr 1 <3

i numer 2 <3

Ostatecznie, mój strach przed sesjami bieliźnianymi został przełamany. Mimo tego, że potwornie denerwuje mnie wygląd moich ściętych włosów i już nie tak pięknie wyrzeźbionych ud, jestem zadowolona, bo Basi udało się uchwycić kilka świetnych momentów. Poza tym...większość kobiet ma rozstępy i jakieś fałdki. Ja planuję nad swoimi popracować, a sesja z Liskiem jest dowodem na to, że nawet z ciałem, które nie do końca się akceptuje, można wyglądać pięknie.

 to też mi się bardzo podoba. 






Macie swoje faworyty? :)
Zapraszam Was oczywiście na fanpage Basi, na którym znajdziecie link do Jej bloga i opisu naszej sesji z Jej perspektywy. :)
Niedługo wstawię tu również sesję, która ''ochrzciła'' mój nowy obiektyw-sami zobaczycie, jakie cuda potrafi wyprawiać!
A poza tym mamy w planach wiosenną magię z ulubioną Nocturne i coś mega porąbanego z kochaną Jelimeną. Cierpliwości. :)

2 komentarze:

  1. Inho, teraz wszędzie z papierosem, to są faworyty? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że praktycznie zawsze najbardziej podobają mi się zdjęcia z fajkiem. :D

      Usuń

Problemy, sugestie?