środa, 2 sierpnia 2017

Sesja, na którą czekałam dwa lata

Dziś mam dla Was długo odkładany post z ostatniej sesji z Michałem. Zapraszam

 Michał Roicki
04.06.2017
Uwaga, to była moja pierwsza sesja w tym roku! Strasznie się rozleniwiłam, biorąc pod uwagę natłok pracy i naukę tatuowania. Jednak na te ujęcia czekałam...dwa lata. Pomysł narodził się w mojej głowie po zobaczeniu tego zdjęcia:

autor: Alex Stoddard

Wiedziałam, że chcę stworzyć coś w podobnym klimacie. Poszukiwania modela zajęły mi kilka miesięcy. Niektórzy nie odpisali do tej pory, inni okazali się być nieuprzejmi, jeszcze inni nie czuli się dobrze w danym klimacie. A i ja byłam bardzo wybredna-potrzebowałam doświadczonego mężczyzny (boże, jak to brzmi), o bardzo delikatnej urodzie i plastycznej twarzy. I nagle mnie olśniło.
Michała poznałam wiele, wiele lat temu, będąc jeszcze w gimnazjum, jako że jest znajomym mojej przyjaciółki. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że pozuje do zdjęć. 
Po wymianie kilkunastu wiadomości, umówiliśmy się na spotkanie. Jednak, jak już zdążyłam nadmienić-musieliśmy przekładać je kilka razy. Ostatecznie ustało na czerwcu tego roku. I wiecie co? Warto było czekać.
Michał jest przesympatyczną, ciepłą osobą. Pozytywnie zakręconą, trochę nieokrzesaną, ale przede wszystkim wręcz stworzoną do pozowania. Mimo tego, że konkretne ujęcia miałam w głowie już od dawna i tak całość wyszła bardziej spontanicznie, niż mogłabym się tego spodziewać.
Pogoda była tego dnia idealna-nieco deszczowa, bardzo pochmurna. No, może nienajlepsza do spacerów w bagnie, jakie utworzyło się na polu, które wypatrzyłam, ale światło było fantastyczne.
Po długiej, mokrej i brudnej wędrówce w zaroślach, trafiliśmy w końcu na miejsce.
Zaczęliśmy od kilku zdjęć dla rozluźnienia atmosfery:






Już po surowych ujęciach wiedziałam, że cała obróbka będzie się opierała jedynie na kolorystyce-tego dnia nie miałam problemu ani z ostrzeniem, ani z kadrowaniem, mimo niesprzyjających warunków. Wiem, że tego nie widać, ale oboje byliśmy cali w błocie. No, Michał trochę bardziej.

W międzyczasie wypatrzyliśmy drzewko, które idealnie wpasowało się w koncept:












Michał dał tutaj ogromny popis swoich umiejętności aktorskich. Byłam pod wrażeniem tego, jak bardzo potrafi otworzyć się przed obiektywem. Bardzo udzielił mi się melancholijny nastrój zdjęć. 
Po emocjonalnej części, przeszliśmy do nieco spokojniejszych, smutnych ujęć:



I właściwej części, dla której powstała cała sesja:












Podejrzewam, że zwróciliście już uwagę na zadrapania na jego ciele-mimo potwornie ostrych gałęzi, w ogóle nie przejmował się ranami, skupiając się na opowiadaniu własnej historii.
Po tej ogromnej dawce emocji, zrobiliśmy krótką przerwę na papierosa. Oboje czuliśmy się jak po przebiegnięciu maratonu-mimo tego, że zdjęcia są dość statyczne.

Kolejne ujęcia powstały dzięki spodtrzegawczości Michała-wypatrzył fajne miejsce niedaleko nas. Prawdę mówiąc nie byłam do niego przekonana, ale ostatecznie jestem bardzo wdzięczna za wciągnięcie mnie w rój komarów-ot, tak, dla równowagi między moim łażeniem w błocie:










Jako, że sesja trwała już półtorej godziny, a ja byłam tego dnia umówiona na poprawkę tatuażu (pozdrawiam Cię, Gabi, jeśli to czytasz!), zaczęliśmy powoli zbierać się do powrotu do domu. Jednak i tym razem mój model zachęcił do wykonania kilku dodatkowych zdjęć:





Już na spokojnie, wróciliśmy do domu, moknąc i paląc po drodze, Michał wygrzał się w mojej ogromnej wannie, w ramach rekompensaty za straty odzieżowe, a ja przygotowywałam sprzęt do tatuowania. To był naprawdę owocny dzień.
Jestem bardzo dumna z tej sesji, bo wyszła dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam-co wbrew pozorom nie zdarza się zbyt często. To na pewno nie ostatni raz, gdy współpracuję z Michałem. A żeby było jeszcze ciekawiej-planujemy coś w duecie. Tylko nie pytajcie kiedy. Nie jesteśmy zbyt dobrzy w ustalaniu terminów. :D

Chciecie więcej? Zerknijcie na portfolio mojego modela, zapewniam że warto nacieszyć oko!

A tymczasem zmykam dalej grać w Alice: Madness Returns. Muszę się przyzwyczajać do brytyjskiego akcentu, haha. Swoją drogą będę chciała zrobić kolejną notkę o kilku perełkach, jakie odkryłam. Słyszeliście kiedykolwiek o Oxenfree? Nie? To usłyszycie.
Miłego dnia!

4 komentarze:

  1. Jak miło że o mnie wspominasz :D również gorąco pozdrawiam i jaram się tą sesją, jest piękna <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooooo, czekamy na ciąg dalszy :D
    A zdjęcia bardzo ładne (:

    OdpowiedzUsuń

Problemy, sugestie?